Malkontent
Jan Brzechwa
Są jeszeze w naszym życiu postacie,
Które na pewno znacie
I nieraz spotykacie.
Taki typ na pozór jest pozytywny,
Lecz ciągle mu puchnie wątroba
I jest wszystkicmu przeciwny,
I nic mu się nie podoba.
Powstała Trasa W-Z,
On właśnie tamtędy szedł:
"To - powiada - niepotrzebne wcale,
O wiele są ważniejsze szkoły i szpitale!"
Zbudowano szpitale i szkoły,
A on dalej chodzi niewesoły.
"Cóż - powiada - owszem, cacy-cacy,
Ale gdzie ma mieszkać człowiek pracy?
Na szkołę jest za stary, na szpital za zdrowy,
Jaki - powiada - sens tej odbudowy?"
Zbudowano nowe bloki i dzielnice,
A on idzie kwaśny przez ulice.
"Domy - rzecze - budują, lecz mnie to nie wzruszy,
Mieszkanie - rzecz potrzebna, ale coś dla duszy,
Dusza ludzka pokarmu wciąż się dopomina,
Rozrywki kulturalnej, teatru i kina..."
Powstały nowe teatralne sale,
On spojrzał. "To - powiada - nie cieszy mnie wcale,
Teatry, owszem, lubię niewymownie,
Ale nam są potrzebne huty, elektrownie,
Ewentualnie
Fabryki i kopalnie!
Tak ja - powiada - rozumiem budowę."
Powstały w Polsce elektrownie nowe,
Walcownie, fabryki i huty,
A on dalej chodzi jak struty:
"Co mi tam elektrownie, kopalnie, odlewnie,
Co mi - powiada rzewnie-
Bloki i trasy, cały rozmach wielki,
Skoro nie mogę dostać zwyczajnej patelki."
Patelka to rzecz ważna, lecz nie o nią chodzi,
Malkontentowi w Polsce nic już nie dogodzi.
Zadowoliłaby go jedna rzecz:
Żeby kraj nasz się cofnął o ćwierć wieku wstecz.
Lecz że się nigdy nie zdarzy
To, o czym mętny łeb marzy,
Przeto my zbieramy swe plony,
A on jest ciągle niezadowolony.
XI.2009
Minister Sikorski lobbuje za wyburzeniem Pałacu Kultury
"Polakom zabrakło symbolicznego zburzenia Pałacu, zaburzenia podobnego do tego sprzed 20 lat, gdy upadał Mur Berliński" (Radosław Sikorski)
Polakom nie brakuje zadnych symboli, Polakom brakuje normalnosci, w zyciu ciodziennym, Polakom brakuje tego zeby rzad nie dobieral sie do kazdej zarobinej zlotowki, Polakom brakuje tego by kazde wiadomosci, czy gazeta nie zaczynaly sie informacja o wprowadzeniu nowych podatkow, akcyz, z glupkowatym tlumaczeniem z mownicy ze to dla naszego dobra.
Tego Polakom brakuje, z czego mogliby zyc, a nie symboli. Takie gadanie o symbolach to moze i ladnie wyglada, ale pokazuje jak bardzo oderwani sa rzadzacy od spoleczenstwa. Czytam to zastanawiajac sie, za co mam zatankowac, i mysle sobie ze Pan minister ze swojej perspektywy zatracil kontakt z zywymi szerogowymi ludzmi sadzac, ze mnie brakuje symbolicznego wyburzenia palacu kultury.
Pewnie wczorajsza informacja, o dolozeniu do ceny oleju napedowego kolejnych 16 gr(oplata paliwowa czy cos), tez jest dla mojego dobra. To moze juz przestancie nas uszczesliwiac na sile. Jak nie umiecie pomoc, to choc nie przeszkadzajcie.
2009
Policja ma nowy sprzęt, do chronienia nas?? Nie, do kasowania...
Nowy bat na kierowców!
Nowa broń wycelowana prosto w kierowców pojawiła się w Tarczynie na krajowej Siódemce. Nikt tu już bezkarnie nie przejedzie na czerwonym świetle. To najnowocześniejszy system w Europie. Kierowca, który nie będzie stosował się do sygnalizacji dostanie mandat i... film z sobą w roli głównej
Na skrzyżowaniu drogi krajowej numer siedem z droga nr 876 stoją tajemnicze maszty. Są na każdym rogu skrzyżowania. System wychwytuje samochody, które przejeżdżają na czerwonym świetle (nowość) i przekraczają dozwoloną prędkość. Dodatkowo w pobliżu jest sygnalizator świetlny, ostrzegający przed zbytnim dociskaniem gazu.
Skąd takie środki bezpieczeństwa akurat w tym miejscu? Skrzyżowanie jest położone w szczególnym miejscu - z obu stron ruchliwej Siódemki kierowcy dojeżdżają do niego rozpędzając się z góry, stąd szybsza jazda i pokusa "przeskoczenia" na żółtym, co nie zawsze się udaje. Kiedyś dochodziło tu do licznych wypadków. Po przebudowie krzyżówki sytuacja uległa poprawie, ale wciąż wielu kierowców próbowało zdążyć na żółtym.
Jak podkreśla Policja jest tam teraz dużo bezpieczniej. Od 1 do 28 września 2009 roku na skrzyżowaniu nie doszło do żadnego wypadku ani kolizji. W analogicznym okresie poprzedniego roku było aż 6 kolizji i jeden wypadek.
- To najnowocześniejszy system rejestracji tego typu wykroczeń w Europie - podkreśla Piotr Białobrzycki z firmy Safety Camera Systems, która montowała urządzenia. - Każdy, kto wjedzie na krzyżówkę mimo zapalenia się czerwonego światła otrzyma trzy zdjęcia (dwa z przodu i jedno z tyłu), którym towarzyszy błysk. Dodatkowo do każdego wykroczenia dołączony jest 12 sekundowy film, który można odtworzyć klatka po klatce. Przy takim materiale dowodowym trudno się kierowcom wykręcić i uniknąć odpowiedzialności za wykroczenie.
System, który kosztował okrągły milion złotych był testowany przez dwa miesiące (od lipca) i zaczął wzbudzać kontrowersje. Wielu kierowców zgłaszało błyśnięcia fotoradarów mimo - jak twierdzili - przepisowego przekroczenia sygnalizacji świetlnej. Firma montująca system podkreśla jednak, że przez żadne wykroczenie z okresu testowego nie będzie karane. Mandaty będą wręczane tylko kierowcom, którzy od września przejechali przez skrzyżowanie mimo, że świeciło się czerwone światło.
Na świecie znajdują się jeszcze inne urządzenia do rejestracji podobnych wykroczeń. Są to jednak systemy, które robią jedno lub dwa zdjęcia. To nie stanowi tak dobrego materiału dowodowego jaki tworzony jest w Tarczynie.
Marek Sworowski (Gazeta Wyborcza 10.2009)
KOMENTARZ
Oczywiście czytając informację o tym że policja ma nowy sprzęt, możemy być pewni że nie chodzi o sprzęt mający bezpośrednio podnieść nasze bezpieczeństwo, a raczej o coś co pozwoli policji skuteczniej zarabiać. Mam świadomość, że takie urządzenie w jakiś sposób wpłynie na zmniejszenie ilości wypadków. Ale skoro pracuje niejako a'la kasa fiskalna, to wiadomym jest że przede wszystkim ma zarabiać. Bo mimo że ustawiono je obok drogi, to Ci co mają przejechać na czerwony, to przejadą (zapłacą za to), a Ci którzy niestety będą mieli kolicję, to będą mieli kolizje (urządzenie przed tym nikogo nie ustrzeże).
A wystarczyłoby zrobić skrzyżowanie bezkolizyjne... tylko ono nie zasiłałoby budżetu.
2009
Pirat w Oplu Calibra
LINK DO FILMU
jak slysze goscia ktory mowi o stwozonym zagrozeniu to mi sie noz w kieszeni otwiera.
i chyba dobrze ze nikt o tym nie wie, bo przeciez zaczynam wtedy stwarzac zagrozenie dla zycia onnych i nalezy mnie wsadzic jak za zabojstwo...
jakie zagrozenie??, uwazam ze nie powinno sie karac za ewentualne mozliwosci ewnetualnych wydarzen ktorych wydarzenia sie nie mamy pewnosci. Ludzie, On nie jechal kolo szkoly, jechal droga ekspresowa...
W takim wypadku powinno sie skazywac wszystkich kierowcow np 5 x w rokju, bo kazdy wsiadajac do samochodu, statystycznie, przekroczy predkosc tak czy inaczej. Wszyscy mezczyzni powinni odpowiadac za gwalt, bo przeciez maja narzedzie i stwazaja zagrozenie, a ludzie ktorzy kupuja noz, od razu powinni dostawac wezwanie do prokuratury, i tez byc obarczenie oplata za stworzenie zagrozenia,
paranoja...
2009
Progi zwalniające
Z zaciekawieniem patrzę jak na moim osiedlu coraz więcej policjantów zasypia na drogach (progi zwalniające vel śpiący policjanci). W chwili obecnej jest tylko jedna bodaj droga by wyjechać z mojej dzielnicy omijając drogi-progi. Wymaga to trochę kluczenia, nie jest to najprostrza ani najkrótsza droga, ale jest.
Ciekawe czy uśmiechnięci ludzie mieszkający przy ulicach z progami zdają sobie sprawę że progi te po pierwsze uszkadzają samochody, po drugie wpływają na zwiększone zanieczyszczenie powietrza (samochod zwalnia niemal do zera, ale chwilę później rozpędza się, emitując znacznie więcej spalin, niż gdyby jechał jednostajnie), po trzecie zużywa więcej paliwa (co się wiąże min ze spalinami też, wszak wiadomo że podczas rozpędzania auta spalanie jest największe, dla laików dodam że dlatego w miescie samochód pali więcej niż w trasie gdzie porusza sięz w miarę stałą prędkością)
Więc jeśli mieszkasz koło progu zwalniającego - nie jedz marchewki ze swojego ogródka... (i nie zapomnij odłożyć parę zł na zawieszenie i paliwo)
2009
Złodziejom dłonie obcianać
Od 22 sierpnia jestem za tym by złodziejom obcinać dłonie. Jacyś debile okradli mi samochód. Radio, głosniki, ba olej na dolewki nawet (pozatym 2 śrubokręty, etiu na okulary, gałkę zmiany biegów i instrukcję samochodu także zabrali, nawet koc im się przydał). Pewnie nie dowiem się kto połakomił się na MOJE rzeczy. Policja zebrała ślady, kiedyś może się przydadzą. Jednak z całego serca życzę temu człowiekowi/tym ludziom by stracili dłonie którymi kradzieży dokonali.
Jak widać widmo sądu ostatecznego nie jest wystarczającym straszakiem dla takich osobników, dla mnie też nie jest żadnym pocieszeniem w sytuacji straty jaka zaistniała. To ja zapracowałem na te rzeczy, osoby które tego nie uszanowały, nie uszanowały mojej własności zasłużyły sobie na karę.
Na jednym z for ktoś napisał: Obciąć dłoń, niech całe życie pamięta wskutek czego ową dloń stracił. Gdyby tak byli karani złodzieje to podejrzewam, że liczba kradzieży drastycznie by się zmniejszyła. Łapa na pniak, siekiera, sekunda i jest ukarany. Taka kara działałaby na wyobraźnię, podobnie jak kara smierci dla zwyrodniałych morderców.
I zgadzam się z tym. O swoje dłonie się nie martwię, bo nie kradnę. Tylko ludzie którzy kradną musieliby się bać o swoje łapy, ale to chyba sensowne że jeśli kradną, powinni się bać??
2009
świętym krowom podwyżki się należą
Czwartek, 13 sierpnia (06:49) / biznes.interia.pl
Pensje urzędników mimo kłopotów budżetu rosną jak na drożdżach - ocenia "Rzeczpospolita".
Premier zabrał pieniądze najwyższym urzędnikom i parlamentarzystom, ale na wzrost wynagrodzeń pracowników tzw. świętych krów, czyli państwowych instytucji, które same ustalają sobie limit wydatków, nie ma wpływu.
Od początku roku, gdy firmy ostro zaciskają pasa i tną wypłaty dla pracowników, IPN, NIK czy Sąd Najwyższy podniosły już pensje o ok. 4 proc.
Choć średnio na osobę było to niespełna 200 zł miesięcznie, jednak w skali całego budżetu podwyżki miały pochłonąć prawie 2,4 mld zł. Tylko część z tej kwoty udało się uratować - nie wydano np. około 215 mln zł na wyższe pensje dla parlamentarzystów.
M.in. w skali całej KRRiT na podwyżki trzeba zapewnić kwotę 273 mln zł. Blisko dwa razy tyle pochłoną wyższe pensje w Sądzie Najwyższym, nie inaczej będzie w pozostałych instytucjach państwowych - podkreśla "Rz".
KOMENTARZ
Drodzy rządzący, dajecie mi do ręki kolejny argument, który wypomnę przy kolejnej próbie łatania budżetu z mojej kieszeni. Wydaje się po przeczytaniu tego artykułu że w budżecie dzieje się nadzwyczaj dobrze. Więc alepuję, wara od MOICH pieniędzy.
2009
Morderca jest kim innym niż to opisują media
14.08.2009 14:08 Gazeta Wyborcza
Po pierwsze: media, policja i politycy kształtują całkowicie nieprawdziwy obraz tego co się na polskich drogach dzieje. Gwoli ścisłości: wszyscy są zgodni i ja też, bo wiem to z codziennej praktyki, że na polskich drogach trwa nieustający horror. Tysiące ludzi ginie zabitych przez drogowych morderców
Jestem lekarzem, chirurgiem, pracuję w oddziale ratunkowym jednego z największych warszawskich szpitali klinicznych. Stołeczne szpitale rotacyjnie dyżurują w zakresie ostrych dyżurów urazowych. W jeden dzień tygodnia przez 24 godziny trafiają do nas ofiary wypadków komunikacyjnych z całego obszaru Warszawy i najbliższych okolic podwarszawskich, a nawet z dalszych odległości, jeśli pacjent jest w bardzo ciężkim stanie i wymaga specjalistycznego kompleksowego zaopatrzenia. Na tej podstawie czuję się upoważniony do wyrażenia własnych wniosków co do sytuacji na drogach
Po pierwsze: media, policja i politycy kształtują całkowicie nieprawdziwy obraz tego co się na polskich drogach dzieje. Gwoli ścisłości: wszyscy są zgodni i ja też, bo wiem to z codziennej praktyki, że na polskich drogach trwa nieustający horror. Tysiące ludzi ginie zabitych przez drogowych morderców. To się zgadza.
Natomiast protestuję przeciwko powtarzaniu i powielaniu mitów co do przyczyn tego stanu.
Co wynika z programów informacyjnych wszystkich kanałów telewizyjnych, szczególnie w długie weekendy, w dniu 1 listopada lub w wakacje?
Wszystkie media, policja i politycy kreują następujący obraz największego zagrożenia na polskich drogach:
Wg nich jest to młodzieniec lat 20-25, który będąc pod wpływem alkoholu lub amfetaminy, a najlepiej jedno i drugie, pędzi przez środek miasta 200 km na godzinę stuningowaną beemką z ciemnymi szybami, nie zatrzymuje się do kontroli policyjnej i po staranowaniu kilkunastu samochodów zatrzymuje się na latarni.
W lecie pierwszeństwo obejmuje motocyklista, szybkość wzrasta do 250 km/h, a nawet niektóre serwisy bez żenady mówią o 300 km/h.
Diagnoza, utrwalona od wielu lat i powtarzana jako oczywisty, niepodważalny dogmat jest jedna: największą przyczyną wypadków w Polsce są: szybkość, brawura, alkohol. Czasem, z rzadka, gwoli już największego obiektywizmu, ktoś jeszcze wspomni o dziurawych drogach i kiepskim stanie technicznym pojazdów.
Adekwatnie do tak zidentyfikowanych zagrożeń podejmuje się akcje: w długi weekend tysiące policjantów czai się w krzakach z suszarkami i alkomatami, słupów na fotoradary (w większości pustych) oraz znaków ograniczenia prędkości jest już więcej niż reklam hurtowni.
I wszyscy niezmiennie demonstrują zdziwienie, szok, oburzenie: "znów na drogach w weekend zginęło 80 osób".
To dlaczego zginęło? Na drogi wyległo tysiące policjantów, wszystkie stacje telewizyjne na okrągło pokazywały ich w akcji, kiedy ofiarnie wyskakują z lizakiem tuż przed pędzący samochód, a potem skruszony kierowca dmucha w balonik. Czemu mimo to ci wszyscy ludzie zginęli, a wielokrotnie więcej trafiło w ciężkim stanie do szpitala?
Z moich dwudziestoletnich obserwacji, popartych zresztą prowadzonymi przeze mnie statystykami, wynika prosta odpowiedź: oni zginęli nie tam gdzie stali policjanci, i zginęli nie z takich przyczyn, o jakich wszyscy opowiadają . I nie chodzi tu o tak banalny fakt, że policjanci stali na siedemdziesiątym kilometrze "gierkówki" a ktoś zginął na siedemdziesiątym piątym.
Chodzi o to, że w Polsce zdecydowana większość ludzi na drodze ginie w zupełnie innych okolicznościach niż wynika to z obrazu kreowanego przez media, policję i polityków.
Z moich statystyk wynika: małolat w czarnej beemce z ciemnymi szybami pod wpływem amfetaminy lub alkoholu trafia do szpitala (lub trafiają jego ofiary) raz na dwa miesiące. Motocyklista, który kogoś zabił, trafia się raz na pół roku. Natomiast, motocyklista, którego ktoś zabił lub próbował zabić, trafia do nas dwa razy w tygodniu.
A wiecie Państwo kto jest, też w moich statystykach, absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o liczbę ofiar? Jest to pani lat 30-40, trzeźwa, w dobrym, służbowym samochodzie, przejeżdżająca pieszego na pasach. To się zdarza CODZIENNIE, i to kilka - kilkanaście razy dziennie.
W 24-godzinny ostry dyżur urazowy, w zwykły dzień tygodnia, z terenu Warszawy trafia do oddziału ratunkowego co najmniej 15 osób (cięższe przypadki, w tym niektóre skrajnie ciężkie) oraz 30 na ortopedię (lżejsze przypadki - złamania kończyn bez urazu głowy i narządów wewnętrznych) - osób przejechanych podczas próby przekroczenia jezdni na przejściu dla pieszych. I jeszcze jedna do kilku osób, które trafiają już nie do nas, ale bezpośrednio do Zakładu Medycyny Sądowej, na sekcję zwłok.
Proponuję Państwu redaktorom "Gazety Wyborczej", zwykle bardzo rzetelnie przygotowującej materiały do publikacji: sprawdźcie ogólnopolskie statystyki we własnym zakresie. Ale krytycznie, nie na zasadzie, że patrol policji wpisał w rubryce przyczyna wypadku: szybkość, brawura itp. Po każdych wyborach publikujecie bardzo dokładne statystyki kto gdzie na kogo głosował, w podziale na kategorie wiekowe, materialne, miejsce zamieszkania, wykształcenie itd. Opublikujcie, proszę, podobne statystyki w odniesieniu do wypadków komunikacyjnych.
Jeśli najwięcej ludzi zabija 20-letni młodzieniec, to zakażmy wydawania mu prawa jazdy przed 25. rokiem życia. Ale jeśli okaże się, że najwięcej ludzi zostaje zabitych przez kierowców w wieku 30-60 lat, trzeźwych, którzy nigdy w życiu nie przekroczyli 120 km/h, prawo jazdy mają od co najmniej kilku lat (a tak właśnie jest !) - to mamy problem.
Bo żadna akcja policyjna ani kampania medialna, w dotychczasowej formie, nie powstrzyma tej najgroźniejszej grupy morderców drogowych. WPROST PRZECIWNIE: wszystkie te akcje tylko ich uspokajają: "Nie jestem młodym kierowcą, mam zwykły samochód 1,3 litra, 70 koni, nie grzeję "gierkówką" 180 km/h, nie piłem, więc jadę zadowolony z siebie, prowadzę pewnie, bezpiecznie. Trzask! Lecące w powietrzu ciało uderzonego pieszego. Wtargnęła na jezdnię! Wszyscy widzieli, wtargnęła prosto pod koła, nie miałem szans!"
Myślicie Państwo, że ktoś, kto kogoś przed chwilą zabił, ma chwilę refleksji nad sobą? A może wręcz myślicie, że ktoś taki nie wygrzebie się z wyrzutów sumienia do końca życia? Zapewniam, nic z tego. Policja przywozi sprawców śmiertelnych wypadków do szpitala na pobranie krwi, więc z nimi muszę rozmawiać, choć napełniają mnie wstrętem. Zero refleksji! Zero wyrzutów sumienia! "To ta staruszka wtargnęła na pasy! Jakie czerwone, jeszcze było żółte!". Pani przywieziona przez policję zrobiła w oddziale ratunkowym awanturę mężczyźnie, którego pół godziny wcześniej przejechała wraz z prowadzoną przez niego za rączkę pięcioletnią córeczką na przejściu dla pieszych, a to oni mieli zielone światło: "Gdzie lazłeś baranie! Ja miałam zieloną strzałkę, a więc pierwszeństwo!"
Głównymi przyczynami wypadków w Polsce nie są szybkość, brawura, alkohol, dziurawe drogi, kiepskie samochody. Głównymi przyczynami są: bezmyślność, skrajna głupota, kretynizm, debilstwo, idiotyzm i durnota kierujących samochodami osobowymi.
Las fotoradarów, ani suszarki w krzaczorach tego nie poprawią. Jedyne, co może wpłynąć na zmniejszenie liczby ofiar na drogach, to zdeterminowana, konsekwentna, organiczna, prawdziwa edukacja od najmłodszych lat. I tu akcja "Gazety" spełnia rolę nie do przecenienia. Jestem wam wdzięczny, że w pierwszym artykule opisaliście nie dresiarza w beemce czy motocyklistę na tylnym kole, ale panią w mercedesie, która zabiła pieszą na przejściu.
Janusz Osadziński
KOMENTARZ
Jedno "ale", oczywiście przedstawione tu statystyki odnoszą się raczej do warunków miejskich, i nie sposób je uogólnić do całego kraju.
No to teraz mamy jeszcze większą jasność, że policjanci w krzkach dbają głównie o bezpieczeństwo BUDŻETU, a nie pasażerów.
śmieszy mnie jak często czytam "pirat drogowy, jechał 160 autostradą". Zapytać by się chciało ponownie, jak to jest że jadąc autostradą w Polsce 160km/h jest się "Piratem drogowym" z czołówki serwisu policyjni, pokonując z tą samą prędkością autostradę w Niemczech, jest się użytkownikiem drogi. Paranoja.
Nie twierdzę ślepo że duża prędkość jest bezpieczna, tak jak nóż też potrafi narobić zamętu, ale w odpowiednich rękach nie zawsze jest to siła zabójcza, co jak widzimy potwierdza statystyka. Jak pokazuje wypowiedź Pana Janusza Osadzińskiego na łamach Gazety Wyborczej, chrakterystyka ulicznego zabójcy jest zgoła inna, niż wpojona nam przez media.
2009
"Sprawdzić, czy pracujący przy koncercie Madonny nie mają HIV i A/H1N1"
mm /Gazeta Wyborcza/
2009-08-13,
Złożyliśmy wniosek do sanepidu o sprawdzenie, czy osoby pracujące przy koncercie Madonny nie są zarażeni wirusem A/H1N1 lub wirusem HIV - poinformował na konferencji radny województwa mazowieckiego i lider komitetu "Pro Polonia" Marian Brudzyński. Jak dodał, złożył też wniosek o kontrolę do Państwowej Inspekcji Pracy i do... CBA.
Marian Brudzyński, radny sejmiku woj. mazowieckiego
Brudzyński od miesięcy sprzeciwia się organizacji koncertu Madonny 15 sierpnia i stara się nie dopuścić do imprezy. Jako lider komitetu Pro Polonia, wysyłał już pisma z prośbą o cofnięcie zgody na koncert m.in. do władz Warszawy, burmistrza Bemowa i szefa MSWiA. Teraz znalazł kolejne sposoby.
Wniosek do sanepidu, PIP...
"By fani Madonny nie zarazili się wirusem świńskiej grypy"
Brudzyński poinformował, że złożył wniosek do Państwowej Inspekcji Pracy, by sprawdzono, czy wszystkie osoby pracujące przy organizacji imprezy i budowie sceny mają umowy i przestrzegają przepisów prawa pracy.
Kolejny wniosek wpłynął do sanepidu. Brudzyński domaga się w nim, by sprawdzono, czy wszyscy pracownicy mają zaświadczenia o dobrym stanie zdrowia. - Czy nie są nosicielami chorób zakaźnych i wirusowych, przede wszystkim HIV i A/H1N1 - powiedział. - Nie chciałbym, żeby przeniosło się to na fanów Madonny, którzy - okaże się - zostaną zarażeni wirusem świńskiej grypy - dodał.
...i CBA
Brudzyński poinformował także, że złożył wniosek do CBA o sprawdzenie, czy... organizacja imprezy nie narusza uczuć religijnych. Dlaczego ktoś miałby składać tego typu wniosek do Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Tego radny na konferencji nie wyjaśnił.
Dodał jednak, że wciąż czeka na decyzję ministra spraw wewnętrznych i administracji w sprawie imprezy. Radny nie sprecyzował, czego konkretnie oczekuje od Grzegorza Schetyny.
KOMENTARZ
Nóż mi się w kieszeni otwiera (wszak jestem scyzorykiem) jak widzę co panowie na stołkach wyprawiają.
Koncert Madonny. Na koncercie nie będe, bo i mam pilniejsze wydatki, i bardziej ulubionych artystów.
Ale jako katolika, nie razi ten koncert moich uczuć religijnych. Bo odkąd PiS wymyślił i dał społeczeństwu grill, duża część społeczeństwa właśnie w taki sposób świętuje wolne. I w tym dniu (dniu święta i jednocześnie dla niektórych koncertu) ludność pewnie licznie zasiądzie po południu przy grillu, upodlając się niejednokrotnie bardziej(sprzedaż alkoholu w okolicach 15 sierpnia niewątpliwie wzrośnie), niż widownia na koncercie. I to już tak pana Brudzyńskiego nie kłuje w oczy?? Dla mnie to demagogia, i sądzę że pan Brudzyński robi to tylko dlatego, aby o Nim pisano, i by przypodobać się części społeczeństwa zdecydowanie przeciwnej organizacji koncertu (jak pisałem do sprzeciwu nic nie mam, ale dopóki za protest ten nie płacę - protest w wykonaniu pana Brudzyńskiego jets opłacony z budżetu, czyli też przezemnie).
Uważam że wszystkie takie krucjaty skazane są na niepowodzenie(koncert się odbędzie, w większej atmosferze skandalu i skłocenia, ale się odbędzie). I wszystko ok, jeśli ktoś robi je dla spokoju sumienia, zgodnie ze swoimi przekonaniami. Wszak jestem tolerancyjny.
Ale...
Ale Pan Brudzyński angażuje w swoją krucjatę dziesiątki jeśli nie setki ludzi(Sanepid, PIP, CBA...), którzy przecież nie pracują charytatywnie, tylko są opłacani z budżetu. Sądzę że Pan Brudzyński nie pokryje z własnej kieszeni kosztów swojej krucjaty w którą zaangażował mnóstwo ludzi z różnych służb. Pokryję to ja, Pan, Pani. Pokryjemy to wszyscy, a jestem przekonany że krucjata ta, poza medialnym wypełnieniem sezonu ogórkowego nic niekomu nie przyniesie. Jest to wyrzucenie w błoto pieniędzy podatników.
I jeśli zaraz usłyszę że na coś brakuje, i może by się społeczeństwo zrzuciło (narzucą na nas kolejny podatek, akcyzę itd.) to ja mówię zdecydowane NIE. Są pieniądze na prywatne krucjaty i walki z wiatrakami, dlaczego ja mam do tego dopłacać. Pan Brudzyński miał taki kaprys, niech walczy, jeśli chce zaangażować połowę służb w naszym państwie też nie mam nic przeciwko, jesli tylko za to SAM ZAPŁACI.
2009
Oto jak nasz rząd w trosce o obywateli dba o bezpieczeństwo na drogach (fotoradary)
Polscy kierowcy mszczą się na fotoradarach (za sfora.pl)
Niszczą je i nie są to pojedyncze przypadki - twierdzi policja.
W Zachodniopomorskiem kierowca, któremu urządzenie zrobiło zdjęcie, zdemolował aparat. Wyrwał przewody, wyłamał drzwiczki i zabrał akumulator - poinformowało radio RMF FM.
Podobnie było przy drodze numer 13 między Szczecinem, a Kołbaskowem. Tam urządzenia zniszczono, już następnego dnia, po tym jak je zainstalowano. Obiektyw fotoradaru został zamalowany różową farbą.
To nie są pojedyncze przypadki. Często zdarza się, że są dewastowane, malowane sprayem. Raz podpalono maszt fotoradaru. Straty często sięgają nawet 200 tys. zł - powiedział Maciej Karczyński z zachodniopomorskiej policji.
Niedawno policja zatrzymała mężczyznę i kobietę, którzy fotoradar postanowili ukraść. Para włamała się do skrzynki fotoradaru w Kłaninie na Kaszubach. Zabrała kable, akumulator, sprzęt optyczny i twardy dysk.
Chcieli tak uniknąć płacenia mandatu. Złodzieje nie wiedzieli jednak, że zdjęcie pędzącego auta zostało już przekazane do bazy danych - mówią policjanci.
TM
Gośćzniesmaczony 06.05.2009 / 00:01
W innych krajach mimo gęstszej sieci dróg i większej ilości pojazdów fotoradarów jest znacznie mniej aniżeli w Polsce. Jest natomiast bardzo dużo mierników, które nie rejestrują prędkości lecz ją pokazują na tablicach świetlnych. To cenna informacja dla kierowcy i znacznie skuteczniejsza metoda aniżeli polskie radarowe fotołapacze. W Polsce tak naprawdę liczy się tylko kasa - i taka faktycznie idea przyświeca tępym inicjatywom sprowadzającym się do mnożenia punktów radarowych. Zaś szermowanie hasłem "bezpieczeństwo" to klasyczna zasłona dymna. Chodzi tylko i wyłącznie o kasę. To jakaś nowatorska metoda zwiękaszania bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Niemożliwe, aby policja i tzw. czynniki decyzyjne nie wiedziały o tym, jak fotoradary oddziaływują prewencyjnie i "wychowują" kierowców - ostro po hamulcach prze i gaz do dechy zaraz za skrzynką. A wpadają nieliczni, nieświadomi, roztargnieni...Typowa polska szkoła
Gość 06.05.2009 / 07:22
fotoradary nic nie zmienią a samorządy traktują to niczym maszynki do zarabiania kasy .Zamiast budować bezpieczne drogi to myślaże fotoradary coś zmienią -hipokryci.Jeśli ludzie maja odwagę niech je niszczę w cholerę ,akurat w tym przypadku nie będę ubolewał .
KOMENTARZ
Staram się przypomnieć sobie jakiś fotoradar w Kielcach, który byłby umiejscowiony koło np szkoły, i nie znajduje w swej pamięci żadnego takiego punktu.
(nawiasem mówiąc dodam, że nigdy nie dostalem jeszcze zdjęcia z takiego urządzenia, więc mój komentarz nie jest złośliwym odreagowaniem za uszczuplenie portfela).
W zderzeniu z informacjami które co rusz przebijają się do mediów, mam wrażenie ze jako kierowca mam być dojną krową dla rządzących.
Bo to jest tak że wmawiają mi że prędkość zabija, i wlepiają madanty kiedy udowadniam ze tak nie jest!
EDIT 5.2.2010
za GW z 5.2.2010. "Zarzuca się polskim kierowcom, że jeżdżą niebezpiecznie a przerażająca liczba wypadków na naszych drogach to efekt temperamentu i głupoty. Tymczasem od momentu otwarcia dwupasmowego odcinka drogi ekspresowej S7 z Grójca do Radomia nikt nie zginął, a wcześniej na tym odcinku w miesiącu średnio dwie osoby traciły życie. Czy nagle kierowcy doznali cudownego uzdrowienia? A może drogą ekspresową podróżują teraz całkiem inni ludzie?"
EDIT 1.3.2010
Policja: fotoradary służą tylko do łupienia kierowców
Nie poprawiają bezpieczeństwa.
Umieszczenie przy drogach większej liczby fotoradarów przyczynia się jedynie do zwiększenia liczby wystawianych mandatów, a nie do ratowania życia kierowców - twierdzą policjanci.
Funkcjonariusze z z Queensland Police Union twierdzą, że w ten sposób lokalne władze chcą zapewnić sobie większe dochody, a nie poprawić bezpieczeństwo.
Z policyjnych danych wynika, że w miejscach gdzie umieszczono fotoradary nie zmniejszyła się liczba wypadków.
2009
Oprogramowanie - niekonsekwencja w prawach uzytkownika do zakupionego przedmiotu/wytworu
Jak to jest, kupuje czajnik, moge uzywac go ja, moge robic herbate sobie i znajomym, moge nawet pozyczyc go komus z rodziny, ba, nawet nieznajomemu, jest to moj czajnik, za ktory zaplacilem.
Windows, kupuje, place jak za czajnik (tylko znacznie więcej). Moge uzywac tylko z jednym komputerem, w dodatku przyssie mi się to do karty graficznej, i jeśli wymienię tylko kartę np, albo procesor (komputer nadal moj i w tej samej obudowie, ot, zachciało mi się ulepszyć) to może być problem, bo windows przyssał się do konkretnych częsci, i ich wymiana powoduje konieczność zakupu ... windowsa.
Czajnika mogę używać do robienia herbaty w roznych szklankach, nawet nie moich, mogę robić tą herbatę sobie i znajomym.
Jeśli mam 2 albo 4 komputery, a logiczne jest ze z nich nie korzystam naraz, albo i nawet naraz, to muszę kupić 4 windowsy. Nie mogę sobie przenosić z jednego komputera do drugiego. Analogicznie, jeśli kupię kartę sieciową (lub dysk zewnętrzny), to mogę ją używać z wszystkimi moimi komputerami.
Na szczęścię czajnika nie trzeba kupować do każdego pokoju osobno (jeszcze), i można jednego używać w całym mieszkaniu, i nawet na zewnątrz.
Jeszcze jedno. Gdyby czajnik okazał się niebezpieczny dla mojego zdrowia, to producent za to odpowiada (sady, rzecznicy konsumenta itd). Nie wiem czy wczytywaliście się w licencje posiadanego oprogramowania, ale większość producentów tegoż, połowę dokumentacji zadrukowywuje wyliczaniem za co to odpowiedzialności nie bierze, zazwyczaj zawrzeć to można w ogólnym stwierdzeniu, że nie biorą odpowiedzialności za nic co jest związane ze sprzedawanym oprogramowaniem...
Konkluzją tego wywodu jest to że za obie rzeczy te płacę, ale jednej mogę używać do woli, użytkowanie drugiej natomiast jest obwarowane wieloma zakazami, nakazami, uciążliwościami, które trudno zrozumieć. Wszak za obie rzeczy zapłaciłem swoimi pieniędzmi, i wydawać by się mogło są moje i mogę nimi rozporządzać wg własnych potrzeb. Ale to niestety mylny wniosek.
2009
Wyższa akcyza na quady i auta luksusowe
Senator Jan Rulewski ma pomysł na załatanie dziury budżetowej. Proponuje m.in. podnieść akcyzę na ekskluzywne samochody, motocykle i quady podaje "Gazeta Wyborcza".
Swoje propozycje Rulewski planuje zgłosić podczas debaty nad budżetem w Senacie, która odbędzie się po wakacjach.
Jeden z pomysłów to podniesienie akcyzy na szybkie samochody z silnikiem o pojemności powyżej 2 tys. cm3 z 18,6 do 38,6% oraz nałożenie akcyzy w wysokości 12% na nieopodatkowane dotąd motocykle z silnikiem o pojemności powyżej 250 cm3 i quady.
- To są rzeczy ekskluzywne. Ich zamożnych nabywców będzie stać na wyższe opłaty - twierdzi Rulewski.
Więcej w "Gazecie Wyborczej".
KOMENTARZ
Wychodzi na to że z moich podatków utrzymuję urzędnika państwowego który wymyśla w jaki sposób wyrwać odemnie kolejne pieniądze. Jest jakąś paranoją że płacę (z moich podatków) człowiekowi który wymyśla sposoby żeby mnie jeszcze bardziej wydoić! (to tak jakby bank utrzymywał bandę która chce go napaść).
Chce Pan panie pośle podnieść akcyzę z 18 do 38%. To jest dodatkowe 20%. Czyli zakładając ze pracuję jako zwykły obywatel (nie jako poseł zabrabiający wielokrotność średniej krajowej), i marzeniem moim jest uzbierać na luksusowy np motocykl w ciągu najbliższych 10 lat, to Pan chcesz żebym na ten motocykl zbierał 12 lat, tak??
No to ja się na to Panie Pośle nie zgadzam. Ja jako część społeczeństwa, którą to Pan reprezentuje (o czym Panowie Posłowie szybko zapominają jak juz zasiądą w poselskich ławach)!.
2008
Haracz... płacony państwu (kupno samochodu, urząd skarbowy, podatek od umowy).
Sytuacja miała miejsce trochę wcześniej, bo w roku 2004. Kupiłem samochód. Za samochód zapłaciłem 5000zł. Właśnie wyciągnąłem umowę kupna, i przypomniałem sobie że podczas opłaty skarbowej od tej umowy państwo polskie mnie okradło.
W urzędzie Skarbowym w Kielcach został naliczony podatek od umowy w wysokości 2%. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby podatek (podkreślę - od UMOWY), nie został wyliczony na kwotę ... 170zł. I nie jest to pomyłka. Pani w okienku przeczytała umowę, wzięła grubą książkę, i uznała że nie jest ważne to co jest zapisane w umowie, nie jest ważna więc cena którą ja zapłaciłem za auto, ważna jest cyfra w Jej księdze. Cyfra dodajmy oderwana całkowicie od rzeczywistości, wszak niedawno polacy zaczęli sprowadzać masowo auta z zagranicy, i ceny drastycznie spadły, ale to nie jest ważne.
Do dziś się zastanawiam dlaczego owa opłata, zwie się opłatą od umowy, skoro to co w umowie jest zapisane(kwota zakupu auta), nie jest wiążące?? (na kwicie wpłaty tego podatko-haraczu mam wpisane tytułem: UMOWA z dnia 27.8.2004...). Czyli niby jest to jednak podatek/opłata od umowy...
Jakie obywatel ma wyjście w momecie pobytu w Urzędzie Skarbowym?
Jeśli opłata zaproponowana przez urzędnika jasno wynika z umowy, czyli jest to 2% od kwoty umowy, to można powiedzieć że jest to zgodne z przepisami.
Natomiast jeśli opłata zaproponowana przez urzędnika jest wyższa niż wynikająca z umowy(wziął sobie jakąś cenę z jakiejś książki), nazwijmy ją haraczem, może go oczywiście nie zapłacić, ale wtedy nie uda się zarejestrować auta, które przecież w celu poruszania się nim kupiliśmy. Więc jeśli ten cel chcemy zrealizować, musimy przełknąć tą gorzką pigułkę, i zapłacić haracz. Tak, właśnie haracz, bo nie jest to juz opłata/podatek od umowy, skoro dotyczy jakiejś innej niż na umowie kwoty...
W moim przypadku zapłaciłem podatek od umowy w wysokości 100zł, (tyle wynosi ustawowe 2% z kwoty zakupu auta), oraz haracz w wysokości 70zł, naliczony przez urzędnika. Te 70 zł państwo mi ukradło. Wymusiło na mnie (bo poddanie się temu rozbójniczemu WYMUSZENIU, było jedynym wyjściem, by użytkować zgodnie z przeznaczeniem zakupione za całe oszczędności auto).
Wypadałoby dodać jeszcze, że w momencie kiedy urzędnik bierze jakąś książkę, i według niej nalicza opłatę, to nie może to być już traktowane jako podatek od umowy. Bo ceny w jakiejś książce nijak się mają do cen rynkowych.
2006
Prawie jak ... deptak.
2005
Złodzieje z PKP.
Lublin. Dworzec PKP. Jakiś *biiip* ustawił Pomnik PKP - Nawet ładnie odrestaurowaną lokomotywę na środku torowiska. Przy pomniku znajduje się tablica informacyjna, niestety żeby ją przeczytać trzeba do pomnika podejść (wokół jest ładnie ułożony chodniczek).
ALE PODEJŚĆ NIE MOŻNA. Próbowałem. SOK nałożył na mnie madat(styczen 2005). JAKI *biiip* USTAWIŁ POMNIJK TAK ŻE NIE MOŻNA GO OBEJRZEĆ, PRZECZYTAĆ JEGO HISTORIĘ. Ale to początek, okazało się ze SOKiści mnie OSZUKALI i OKRADLI!!!
Ponieważ w związku z pomnikiem znajdującym się na środku torowiska, a także moimi obserwacjami swobodnie spacerujących na codzień po torowisku ludzi nasunęły mi się pytania, zadałem je mailem.
Na sformułowane pytania 21 stycznia 2005 otrzymałem odpowiedź, następującej treści:
IOKO -2513-2/05 Lublin dnia 21 stycznia 2005
PAN
Wojciech HABDAS
Kielce
Szanowny Panie
W związku z pytaniami, które Pan sformułował w przesłanym emailu, Oddział Okręgowy Straży Ochrony Kolei w Lublinie informuje: funkcjonariusze SOK w myśl Ustawy z dnia 28 marca 2003 o transporcie kolejowym, mają prawo i obowiązek kontrolować osoby, które nie przestrzegają przepisów porządkowych na obszarze kolejowym. Pan przebywał w miejscu, gdzie stały wagony do remontu. Do poruszania się po tym terenie wymagana jest zgoda Oddziału Okręgowego SOK.
Osoby, które przebywają na torach bez wymaganych zezwoleń są przez funkcjonariuszy SOK legitymowane oraz mogą zostać ukarane grzywną, w drodze mandatu karnego na zasadach określonych w Kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia.
W Pańskim przypadku zasady zostały zachowane bowiem został Pan pouczony o prawie odmowy przyjęcia mandatu karnego. Mandat karny został przyjęty i własnoręcznie przez Pana podpisany, co świadczy, że uznał Pan ten fakt za zasadny i zgodny z obowiązującymi przepisami. (otóż nie, uznałem po prostu, że koszty dojazdu na sprawę w sądzie grodzkim - madat i sąd w Lublinie, ja mieszkam w Kielcach - przewyższą kwotę mandatu. Po drugie do pory tego zdarzenia nie sądziłem że funkcjonarisze SOK są niedouczeni, lub z premedytacją wprowadzają pasażerów - wszak właśnie wysiadłem z pociągu Kielce-Lublin - w błąd. - przyp. Wojtek Habdas)
Nadmieniam, że uprawomocnionym do uchylenia prawomocnego mandatu karnego jest Sąd właściwy do rozpoznania sprawy, na którego obszarze grzywna została nałożona.
Na przyszłość zapraszamy do naszego Oddziału Okręgowego SOK w Lublinie ul. Dworcowa 7, w celu uzyskania zgody na wstęp i przebywanie na obszarze kolejowym w celu wykonania określonych czynności.
Z poważaniem
Stanisław Kostrzewski
Zastępca komendanta
Oddziału Okręgowego SOK w Lublinie.
jest styczeń 2005, pan Kostrzewski powołuje się na Ustawę z dnia 28 marca 2003 o transporcie kolejowym.
ale..."Praktyka taka jest nielegalna" jak pisze Gazeta Prawna, 23 kwietnia 2004.
SOK nałożył na mnie w styczniu 2005 mandat, na podstawie ustawy która obowiązywała do 30 czerwca 2004r, i nie dłużej. Powoływanie się więc na nia w styczniu 2005 jest wprowadzeniem mnie w błąd. Na podstawie też tej nieaktualnej ustawy zostałem ukarany mandatem, tylko skoro taka praktyka jest nielegalna, to zostałem OSZUKANY(nie poinformowano mnie że mandat nakładany jest bez podstawy)oraz OKRADZIONY!!!
Gazeta Prawna, 23 kwietnia 2004.
Straż ochrony kolei w aktualnym stanie prawnym nie posiada ani uprawnień do występowania do sądu z wnioskiem o ukaranie niesfornych podróżnych, ani nie ma uprawnień do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego. Praktyka taka jest nielegalna, gdyż nie znajduje umocowania w ustawie o transporcie kolejowym pisze "Gazeta Prawna".
Od początku 2004 r. funkcjonariusze naszego okręgu wystawili ponad tysiąc mandatów na kwotę ponad 50 tys. złotych - mówi Adam Małek, naczelnik działu operacyjnego Straży Ochrony Kolei we Wrocławiu. W Szczecinie od października ubiegłego roku sokiści nałożyli ponad 3300 mandatów karnych na łączną kwotę 125 tys. zł, a do sądów grodzkich skierowali 29 wniosków o ukaranie. Z województwa małopolskiego i podkarpackiego sądy otrzymały od kolejowych strażników 19 wniosków o ukaranie (wystawiono też 1200 mandatów na kwotę 55 tys. zł). Podobnie jest w pozostałych województwach. Ale, jak twierdzą prawnicy, wymierzane mandaty nadają się "do kasacji", tak samo jak wyroki sądów grodzkich zapadłe po rozpatrzeniu wniosków o ukaranie składanych przez straż kolejową.
Wszystko stało się za sprawą prawnego bałaganu, jaki powstał na skutek zastąpienia starej ustawy o transporcie kolejowym ustawą nową z 28 marca 2003 r. To właśnie w tej ustawie w rozdziale: "Przepisy końcowe i przejściowe" ukrył się kruczek prawny, który uśpił służby legislacyjne kilku resortów.
Przepis art. 72 ustawy o transporcie kolejowym, bo o nim tutaj mowa, na pierwszy rzut oka brzmi całkiem niewinnie. Stanowi ni mniej, ni więcej tylko tyle, że stara straż ochrony kolei, powołana na podstawie poprzedniej ustawy o transporcie kolejowym, zachowuje uprawnienia do wykonywania swych zadań porządkowo-karnych na dotychczasowych zasadach do czasu utworzenia nowej straży kolejowej, nie dłużej jednak niż do 30 czerwca 2004 r. Resortowe służby prawne, czytając ten przepis, myślały zapewne tak: mamy czas do 30 czerwca 2004r. Ale to była właśnie pułapka.
Użyty w przepisie zwrot "nie dłużej niż do 30 czerwca 2004 r." nie znaczy przecież wcale, że stara straż (innej w tej chwili nie ma) może z marszu wejść w skórę nowej straży i korzystać z arsenału środków prawnej represji przewidzianego w nowej ustawie o transporcie kolejowym.
Andrzej Jankowski, Piotr Kowalski
Uzurpowane uprawnienia SOK
Z ustawowych uprawnień do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego funkcjonariusze straży ochrony kolei będą mogli korzystać dopiero wówczas, gdy wydane zostanie nowe rozporządzenie - ustalające poprawnie zakres wykroczeń.
Ustawa z dnia 28 marca 2003 r. o transporcie kolejowym (Dz.U. nr 86, poz. 789 ze zm.), zwana dalej ustawą, zastąpiła ustawę z dnia 17 czerwca 1997 r. o transporcie kolejowym, zwaną dalej starą ustawą. Stanowi ona w art. 72 ust. 1, że straż ochrony kolei, działająca na podstawie starej ustawy, zachowuje uprawnienia do wykonywania zadań określonych w tej (tzn. nowej) ustawie na dotychczasowych zasadach do czasu utworzenia straży ochrony kolei na jej podstawie, nie dłużej jednak niż do dnia 30 czerwca 2004 r.
Do czasu utworzenia straży ochrony kolei na podstawie art. 59 ust. 1 ustawy działająca dotychczas straż ochrony kolei realizując nowo określone zadania korzysta z dotychczasowych uprawnień. Aczkolwiek stara ustawa także nadawała funkcjonariuszom straży ochrony kolei uprawnienia do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego, to jednak, aby mogli oni korzystać z tych uprawnień, minister infrastruktury musiałby wydać na podstawie art. 95 par. 4 k.p.w. rozporządzenie określające zakres wykroczeń, za które można nałożyć grzywnę w drodze mandatu karnego.
Tego rodzaju rozporządzenie wydane przez ministra infrastruktury w dniu 31 marca 2003 r. (Dz.U. nr 62, poz. 564) było moim zdaniem bublem legislacyjnym (patrz artykuł w "Gazecie Prawnej" nr 107 z dnia 3 czerwca 2003 r.). Upoważniało ono bowiem funkcjonariuszy straży ochrony kolei do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego za wykroczenia określone w art. 54 k.w. - wskazując w uzasadnieniu, że chodzi o karanie na podstawie tego przepisu za naruszenie wydanych na podstawie ustawy o transporcie kolejowym przepisów porządkowych (ustawa ta nie penalizowała naruszenia tych przepisów).
Nawet dla tych, którzy byli wówczas innego zdania, obecnie jest chyba oczywiste, że wskazane wyżej rozporządzenie utraciło rację bytu z dniem wejścia w życie nowej ustawy o transporcie kolejowym. Zgodnie bowiem z art. 65 ust. 3 ustawy ten, kto wykracza przeciwko nakazom lub zakazom zawartym w przepisach porządkowych obowiązujących na obszarze kolejowym oraz w pociągach i innych pojazdach kolejowych wydanych na podstawie jej art. 59 ust. 8, podlega karze grzywny do 5000 zł. Dotychczas delegacja ta nie została skonsumowana.
Zgodnie jednak z art. 76 ust. 2 ustawy do czasu wydania tych przepisów (nie dłużej jednak niż do dnia uzyskania przez Rzeczpospolitą Polską członkostwa w Unii Europejskiej) zachowuje moc rozporządzenie ministra transportu i gospodarki morskiej z dnia 14 marca 2001 r. w sprawie przepisów porządkowych obowiązujących na obszarze kolejowym, w pociągach i innych kolejowych pojazdach szynowych (Dz.U. nr 30, poz. 351). Ten, kto wykracza przeciwko nakazom lub zakazom zawartym w tym rozporządzeniu, nie może odpowiadać na podstawie art. 54 k.w. Czyn jego stanowi bowiem wykroczenie określone w art. 65 ust. 3 ustawy.
Z ustawowych uprawnień do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego funkcjonariusze straży ochrony kolei będą więc mogli korzystać dopiero wówczas, gdy wydane zostanie nowe rozporządzenie - ustalające poprawnie zakres wykroczeń.
Gdyby nawet minister infrastruktury wydał obecnie rozporządzenie określające zakres wykroczeń, to i tak byłby problem. W wypadku bowiem odmowy przyjęcia mandatu karnego straż ochrony kolei, nie mając uprawnień oskarżyciela publicznego, nie mogłaby wystąpić do sądu z wnioskiem o ukaranie, a więc musiałaby przekazać sprawę policji.
Aczkolwiek w art. 97 k.p.w. mowa jest, że w razie odmowy przyjęcia mandatu karnego organ, którego funkcjonariusz nałożył grzywnę w drodze mandatu karnego, występuje do sądu z wnioskiem o ukaranie, to jednak nie ten przepis, a przepis art. 57 k.p.w. określa, kto uprawniony jest do występowania do sądu z wnioskiem o ukaranie.
Ustawa w art. 60 ust. 2 upoważnia funkcjonariuszy straży ochrony kolei nie tylko do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego (do czego upoważniała i stara ustawa), lecz także do przeprowadzania czynności wyjaśniających, występowania do sądu z wnioskiem o ukaranie, oskarżania przed sądem i wnoszenia środków odwoławczych w trybie określonym w kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia. Z tych nowych uprawnień będą mogli korzystać dopiero funkcjonariusze straży ochrony kolei powołanych na podstawie ustawy.
Reasumując, stwierdzić należy, że "stara" straż ochrony kolei w aktualnym stanie prawnym nie posiada ani uprawnień do występowania do sądu z wnioskiem o ukaranie, ani skonkretyzowanych rozporządzeniem ministra infrastruktury uprawnień do nakładania grzywien w drodze mandatu karnego.
Jeżeli funkcjonariusze straży ochrony kolei aktualnie nakładają grzywny w drodze mandatu karnego i występują do sądu z wnioskiem o ukaranie (a według posiadanych informacji czynią to), to praktyka taka nie znajduje umocowania w obowiązujących przepisach.
Sądy, przyjmując od straży ochrony kolei wnioski o ukaranie i prowadząc postępowanie, naruszają art. 5 par. 1 pkt 9 k.p.w. stanowiący, że nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza, gdy brak jest skargi uprawnionego oskarżyciela.
(źródło: Gazeta Prawna, 23 kwietnia 2004)
Bardzo interesująca jest też gorliwość SOKistów z Lublina. "złapali" mnie, bo fotografowałem zabytkową lokomotywę, i byłem w okolicy lokomotywy ok 20 minut. Następnego dnia obserwowałem reakcję SOKistów na wykroczenia za jakie ja zostałem ukarany(czyli przechodzenie w niedozwolonym miejscu przez torowisko, jednoznaczne z przebywaniem na nim).
Uczniowie, babcie z siatkami spokojnie przechodzili kolo lokomotywy, ustepujac przezornie przejezdzajacym lokomotywom. Gdzie wtedy byli SOKiści? Nie wiem...
W dniu 11 lipca 2005 wysłałem zapytanie
w zalaczniku przesylam artykul, w ktorym wyjasnione jest ze Ustawa z dnia 28 marca 2003 r. o transporcie kolejowym (Dz.U. nr 86, poz. 789 ze zm.) nie uprawnia SOK do nakladania mandatow po 30 czerwca 2004(szczegóły w artykule z załącznika)
Poniewaz w styczniu 2005 zostalem ukarany madatem, wg informacji mundurowego na podstawie tej niewaznej juz ustawy(o czym straznik mnie nie poinformowal, co uwazam za oszustwo), mandat uważam za WYMUSZENIE(nalozony bez podstawy prawnej) i KRADZIEŻ!
Prosze o informacje w tej kwestii.
moj poprzedni mail pozostal bez odpowiedzi, co odbieram jako zachowanie strusia chowajacego glowe w piasek, gdy zbliza sie niewygodna sytuacja.
Wojciech Habdas
Dnia 14 sierpnia 2005 otrzymałem następującą odpowiedź:
IOKODc -2513-10/05 Lublin dnia 14 lipca 2005
PAN
Wojciech HABDAS
Gazeta Wyborcza
Kielce
Szanowny Panie
Poprzedni Pański mail z dnia 19 stycznia 2005 r. otrzymaliśmy nie od Pana lecz z Zakładu Przewozów Regionalnych w Lublinie i na niego udzieliliśmy Panu odpowiedzi w dniu 21 stycznia 2005 nr pisma IOKO-2513-2/05 wysłaliśmy mailem.
Postawiony kolejny zarzut co do bezprawności prowadzenia postępowania mandatowego przez SOK jest bezpodstawny. Prosimy o zapoznanie się z rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z dnia 14 lipca 2004 w sprawie szczegółowego zakresu działania oraz sposobu organizacji straży ochrony kolei (Dz. U. Nr 164 poz. 1718), oraz rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z dnia 23 listopada 2004 w sprawie przepisów porządkowych obowiązujących na obszarze kolejowym, w pociągach i innych pojazdach kolejowych (Dz. U. Nr 264 poz. 2637).
Mamy nadzieję, że powyższe akty prawne rozwieją Pańskie wątpliwości, a SOK uzna Pan za organ działający na podstawie obowiązującego prawa.
Z poważaniem
Stanisław Kostrzewski
Zastępca komendanta
Oddziału Okręgowego SOK w Lublinie.
Kolejnego maila wysłałem 11 września 2005.
Niestety na mandacie ktory zostal wypisany powolujecie sie jako organ wystawiajacy mandat na nieaktualna ustawe, o czym pisalem, podana teraz przez Pana ustawa nie widnieje nigdzie na wystawionym mandacie...
Rozumiem wiec ze mandat nalozony zostal na podstawie ustawy na nim wymienionej, nieaktualnej,
Chyba nie mozna sobie tak podkladac co komu pasuje, na madacie jest wyszczegolniona nieaktualna ustawa czyli madat jest niewazny...
To ze Pan teraz podaje inna ustawe nic wg mnie nie zmienia, w koncu po to na mandacie jest podana ustawa (caly czas ta nieaktualna) zeby ukarany wiedzial na jakiej podstawie zostal ukarany...w moim przypadku , w momencie wystawieniu mandatu, ustawa ta(wymieniona na mandacie jako podstawa prawna do jego nalozenia) juz nieobowiazywala, wiec nadal czuje sie oszukany.
Oczywicie ma Pan racje ze SOK dziala na podstawie obowiązującego prawa, jednak wystawiony mi mandat zostal wystawiony na podstawie prawa juz nieobowiazujacego w momencie wystawiania mandatu...stad moja prosba o wyjasnienia w tej sprawie, gdyz nadal ich nie otrzymalem, moze oczywiscie wyslac skan mandatu, z data jego wystawienia(styczen 2005), oraz podstawa prawna (caly czas nieszczesna ustawa z dnia 28 marca 2003 r. o transporcie kolejowym (Dz.U. nr 86, poz. 789 ze zm.), ktora obowiązywała do dnia 30 czerwca 2004 r.)
Przypomnę jednocześnie ze w mailu do mnie z dnia 21 stycznia Pan także powoływal sie jeszcze na ustawe z dnia 28 marca 2003 o transporcie kolejowym(ta nieaktualna w momencie wystawiania mi mandatu, i nieaktualna w momencie kiedy sie Pan na nia powolywal), dopiero po mojej kolejnej interwencji zglebil Pan wiedze w tym zakresie i podal nowsze ustawy, co nie zmienia faktu ze na moim mandacie, a takze wg informacji od funkcjonariuszy SOK, bylem karany w styczniu 2005 roku na podstawie nieaktualnej ustawy. Czyby bylo tak ze to ja mam edukowac Wasze sluzby?
Wojtek
"Ustawa z dnia 28 marca 2003 r. o transporcie kolejowym (Dz.U. nr 86, poz. 789 ze zm.), zwana dalej ustawą, zastąpiła ustawę z dnia 17 czerwca 1997 r. o transporcie kolejowym, zwaną dalej starą ustawą. Stanowi ona w art. 72 ust. 1, że straż ochrony kolei, działająca na podstawie starej ustawy, zachowuje uprawnienia do wykonywania zadań określonych w tej (tzn. nowej) ustawie na dotychczasowych zasadach do czasu utworzenia straży ochrony kolei na jej podstawie, nie dłużej jednak niż do dnia 30 czerwca 2004 r."
Do dzisiejszego dnia nie uzyskałem odpowiedzi. Chyba Zastępcy komendanta SOK skończyły się argumenty.
Reasumując zostałem ukarany na podstawie ustawy, która już nieobowiązywała. Mimo to Zastępca komendanta SOK w Lublinie Stanisław Kostrzewski powołuje się w późniejszej korespondencji na nieaktualną ustawę. Dopiero po moim trzecim mailu w sprawie nieobowiazujacej ustawy Zastępca dociera do przepisów obowiązującego prawa (Dz. U. Nr 164 poz. 1718) z dnia 14 lipca 2004.
Pomijam w tym momencie moją "szkodliwość" w dniu wystawienia mandatu.
Zapraszam do swojej galerii, w ktorej ukazaly sie zdjecia z LUBLINSKIEGO Dworca.
GALERIA. Efekt mojej "szkodliwości"
2005
Kierowcy
Co do kierowców zatrzeżeń mam niewiele. Najczęściej nie przeszkadzają w poruszaniu się, ale... Jest jedno ale. Grupa kierowców notorycznie jeżdżąca nocą na długich światłach, lub samochodami STUNINGOWANYMI, w których dołożonych jest tyle reflektorków, ile na największych stadionach sportowych. Zgodzę się, jadąc takim bolidem widzicie wszystko. Szczególnie dobrze widzicie nawet tych, którzy oślepieni Waszymi światłami wjeżdżają w WAS!!!
Druga grupa to kierowcy pruszający się za dnia torem, jak najbliższym środka jezdni, po samej linii dzielącej pasy. To oczywiście nocą jest jak najbardziej uzasadnione, by pozostawić nieoświetlone pobocze dla, nierzadko spotykanych na naszych drogach, pieszych(najczęściej niestety także nieoświetlonych), czy rowerzystów. Jednak za dnia, kiedy widoczność jest doskonała, poruszanie się środkiem drogi, utrudnia wyprzedzanie Was przez innych użytkowników drogi. Oczywiście nie chodzi mi tu o notoryczne jeżdżenie po poboczach, ale trzymanie się zewnętrznej części jezdni, a nie wewnętrznej. Kierowcy sądzący że tak jest bezpieczniej przy ew zderzeniu, są w błędzie. Lepiej przy danej prędkości uderzyć w nieruchomą barierkę(prędkość wypadkowa = prędkość samochodu), niż w jadący z przeciwka samochód (prędkość wypadkowa = sumie prędkości pojazdów jadących z przciwnych kierunków).
Pomarudziłem.
Życzę wszystkim bezpiecznej drogi, i braku groźnych sytuacji na drodze. Jedźmy z głową!!!!
po cholere w ogóle robia auta, ktore jezdza
ponad 60 km/h?. Ok, zlomy, ktore jakims cudem przeszly kontrolke i kulaja
sie po drogach sa zagrozeniem- jesli jada szybko- sa jadacym wypadkiem.
Ale.... co z reszta aut? - Nie maja po czym jezdzic, i tu jest problem, jak
sie okradlo wszystkich to trzeba wymysalc coraz wyzsze mandaty, kary,
fotoradydary, no bo jakos trzbea wytlumaczyc sie ze statystyk?
Ze wzgledu na to, ze do granicy z Niemcami mam 60 km, czesto bywam tam- i tu
dodam- po te samo towary co u nas, w tej samej cenie- ale nie podrobione!!,
i jadac po jakies zapizialej wioseczce, zaczynam sie dziwnie czuc- wiecie
dlaczego? bo po przekroczeniu granicy nie wpadlem w zadna dziure na drodze-
malej wiekszej, lokalnej, jednokierunkowej, szybkiego ruchu i qrwa mac
jeszcze jakiej sie da.. to bardzo wqrw..ace uczucie, gdy sie czlek zaczyna
wowczas zastanawiac nad tymi komentarzami w tv odnosnie polskich kierowcow-
paliwa lewe i ciagle ida w gore, w serwisach trzeba pilnowac , zeby czegos
co przypomina olej nie wlali i do tego zabulisz jak za zloto, zawieszenie
siada bo dziury w drogach, jak je zalataja to kamienie wala po szybach i
karoserii- bo TAKA TECHNOLOGIA....
to co sie dziwic, ze ktos czasem wyciagnie srodkowy palec- dobrze ze palec a
nie automat....
Ig.
2005
bilety dla dzieci bez legitymacji
Polska w Europie, PKP ... nie.
W wakacje 2005 byłem świadkiem niecodzienej (dla mnie, dla PKP sądzę że codziennej)sytuacji.
W moim wagonie znajdowali się członkowie jakiejś rowerowej wyprawy, którzy chcieli sobie skrócić czas podróży i jakiś jej etap pokonać pociągiem. Dodam że wycieczka była międzynarodowa, a sytuacji dotyczyła turystów zagranicznych.
Była to dwójka dorosłych ludzi, z dwójką dzieci, w wieku 10-14 lat.
Podróż upływała spokojnie do czasu pojawienia się konduktora. Ten zaczął sprawdzać bilety, i jakież było zdziwienie rodziców, członków wycieczki, i moje, gdy okazało się że dzieci te, nie posiadając legitymacji szkolnej wydanej w PL, powinny podróżować na podstawie biletu bez zniżek!!! Trudno było to zrozumieć rodzicom tych dzieci, wszak na oko powiedzieć można że w tym wieku to dzieci uczęszczające do szkoły. Łatwiej było to zrozumieć mnie, i polskich uczestnikowm wyprawy, zapewne zachatowanym już w polskich bezsensownych przepisach.
Z tego co się orientuję polskim dzieciom przysługują zniżki w większości środków transportu za granicą. Szkoda że nie możemy się odwdzięczyć tym samym.
Osobiście było mi wstyd za naszego narodowego przewoźnika.
Rodzicie dzieciaków musieli dopłacić do całego biletu dla swoich kilkunastoletnich dzieci.
Czy to będzie z zyskiem dla PKP, nie sądzę.
Nasz przewoźnik, ciągle narzekający na brak pasażerów, okazuje się że jak juz ich ma, to o nich nie dba.
Z pewnością ta jedna wycieczka nie podreperowała budżetu PKP, była jednak chyba dobrym klientem, parenaście osób, prawie cały wagon bagażowy wypełniony rowerami.
Pomyśleć jednak należałoby jakie wrażenia wywiozą od nas zagraniczni turyści. Podejrzewam że w ich pamięci, poza wrażeniami z wyprawy rowerowej, na pewno ważne miejsce zajmie pan konduktor.
Zapewne też opowiadając swoich znajomym o podróży, podzielą się z Nimi i tą historią.
No i mamy reklamę, antyreklamę
2005
Era jest śmieszą siecią komórkową.
Podczas gdy pozostałe firmy starają się przyciągnąć ludzi do siebie, Era ich odpycha.
Denerwuje mnie niemożność wysłania SMSa do użytkowników Ery, podczas gdy do Idei czy Plusa SMSy ślę bez problemów.
U Ery trzeba się logować, zawsze pamiętać hasło. (dawniej co dzień przysyłali inne hasło, które często dochodziło kilka godzin po zamówieniu - kiedy SMS już był nieaktualny).
Śmieszne, biedni użytkownicy. Ponieważ posiadając telefon komórkowy, zależy mi na tym żeby można było się ze mną łatwo skontaktować, także z internetu, nie zamierzam wstąpić w szeregi tegoż operatora.
Na szczęście mam wybór. Zastanawiającym się, odradzam!!!